Najczęściej ofiarą pigułek gwałtu padają bywalczynie klubów.
Katarzynie dosypali coś do drinka mężczyźni poznani w klubie. I gdy straciła świadomość, wykorzystali seksualnie. Beatę zgwałcił w czasie służbowego wyjazdu szef. Narkotyków, które im podano, nie wyczuwa się, gdy są rozpuszczone w drinku albo dodane do ciastka.

za "Marie Clarie"

Ofiara na wiele godzin traci przytomność. Gdy ją odzyska, na ogół nic nie pamięta. Ma tylko bolesne poczucie krzywdy.

To były długo oczekiwane wakacje w Amsterdamie. W planach: muzea, trochę zabawy i nauka angielskiego. Znajomi rodziców Katarzyny, Polacy, którzy od wielu lat mieszkają w Holandii, poprosili ją, by zaopiekowała się ich trzema kotami. Wyjeżdżali na dwutygodniowy urlop.

Katarzyna, studentka drugiego roku prawa, była uszczęśliwiona. Będzie mogła robić, co jej się spodoba, chodzić, gdzie tylko zechce, i nikt nie będzie jej stał nad głową. Cudowna perspektywa. Ze znudzeniem wysłuchała na do widzenia kilku rodzicielskich pouczeń i wsiadła do autokaru do Amsterdamu.

Pewnego wieczoru w jednym z pubów poznała dwóch młodych Holendrów. Wydali się sympatyczni. Rozmawiali o życiu w Polsce, o zmianach, które nastąpiły po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Powiedzieli, że są studentami. Stawiali piwo. Trochę tańczyli. - Pamiętam, że w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Usiadłam i poczułam się tak jakoś dziwnie - mówi Katarzyna. - Pomyślałam, że trochę za dużo wypiłam i że zaraz mi przejdzie. To ostatnia rzecz, którą pamiętam z tamtego wieczoru.

A potem było już rano. Obce mieszkanie, zmięta pościel i jej ciuchy zrzucone na podłogę. Pierwsza myśl: "Gdzie ja jestem? Co się stało?". Usłyszała męski głos z kuchni: - Zrobiłem kawę. Pospiesz się. Za chwilę muszę wychodzić. On tam stał. Jeden z tych dwóch, których poznała poprzedniego wieczoru. Śmiał się. - Umyj się. Rzucił jej ręcznik.

Katarzyna powlokła się do łazienki. Zaczęła się domyślać, co się stało. Ale ona przecież nie chciała! Nie wiedziała, co się dzieje. Była nieprzytomna. Jak mógł?! A Holender, którego imienia nie chce nawet pamiętać, rzucił: - No, no, niezła jesteś.

Zostałam zgwałcona

- Wiedziałam, że żeby to z siebie zmyć, nie wystarczy woda i mydło. To mnie oblepiało. Czułam się upokorzona, zbrukana, wykorzystana - Katarzyna nie może opowiadać o tym spokojnie. Jej głos drży. - A on patrzył na mnie jak gdyby nigdy nic i zapytał: "Nie masz tu jakichś koleżanek z Polski?".

Nie odpowiedziała. Starała się na niego nie patrzeć. Wyszli z domu razem. Potem on pocałował ją w policzek i poszedł w swoją stronę. Więcej go już nie widziała. Dokładnie nie wie, co zdarzyło się tamtej nocy. Ale jedno jest pewne: zgwałcił ją. Bo jak to inaczej nazwać? Przecież nie zgadzała się. Przecież on jej o nic nie pytał.

- Czuję się winna. Ciągle wydaje mi się, że to ja sprowokowałam tę sytuację - mówi Katarzyna. - Wtedy w knajpie wygadywałam jakieś głupoty, śmiałam się jak idiotka. I po chwili: - Ale nie byłam pijana!

Katarzyna wróciła do Polski. Spotkała się ze swoim chłopakiem i powiedziała: - Nie możemy już być razem. Tylko tyle. Bez słowa wyjaśnienia. Co miała powiedzieć? Że czuje obrzydzenie na samą myśl o kontakcie z mężczyzną? Że wciąż widzi siebie w pogniecionej pościeli w tamtym mieszkaniu w Amsterdamie i słyszy: "Niezła jesteś", "Teraz się pospiesz".

Katarzyna przez wiele miesięcy nie mówiła nikomu o tym, co stało się tamtej nocy. Przestała się śmiać. Unika znajomych. Tylko dom i uczelnia. Uczelnia i dom. Czasem miewa koszmarne sny. Jej chłopak przestał dzwonić. Podobno spotyka się z kimś innym, ale Katarzynę mało to obchodzi.

Wiem, że to on

Beata najpierw była wdzięczna losowi. Znalazła pracę zaraz po studiach. Została asystentką szefa jednego z działów dużej firmy farmaceutycznej. Czuła, że życie i kariera stoją przed nią otworem.

Szef - miły i wyrozumiały pan w średnim wieku. Kiedyś opowiedział jej o swojej rodzinie. Pokazał zdjęcia dwóch chłopców, małych blondynków. Lubiła go, traktowała trochę jak starszego brata.

A potem ten wyjazd. Pojechali wszyscy pracownicy firmy. Przez dwa dni mieli się dobrze bawić i poznawać wzajemnie. Integrować - jak określił to Andrzej, szef Beaty. Urocze miejsce w górach. Hotel. Wieczorem tańce. Szef Beaty donosił jej z barku drinki. Nie zauważyła w jego zachowaniu nic dziwnego. Był taki jak zawsze. Żartował, traktował ją jak dobrą kumpelkę. Raz z nim zatańczyła. Ale tego wieczoru bawiła się także z innymi kolegami.

Nie wie, kiedy "urwał jej się film", a tego, co było potem, jedynie się domyśla. Obudziła się w swoim pokoju. Miała podciągniętą do góry spódnicę. Majtki leżały obok. Doszło do niej, co się stało. Wiedziała też, kto to zrobił. Andrzej. Ten, który opowiadał o swojej szczęśliwej rodzinie. Skąd wiedziała? Nie ma pojęcia. Płakała. Andrzej powitał ją w restauracji uśmiechnięty, jakby nic się nie stało. Przecież dwojgu dorosłym ludziom to się przytrafia.

Wieczorem po powrocie do domu Beata zadzwoniła na policję. Życzliwy funkcjonariusz powiedział jej, że już za późno, by wykryć taki środek. - Niczego mu pani nie udowodni - stwierdził. Beata nabrała przekonania, że sprawca nie poniesie kary za swój czyn. Następnego dnia wzięła zwolnienie lekarskie. Potem kolejne i jeszcze jedno. Nie chciała więcej widzieć tego człowieka.

Trudno udowodnić

- Nie zauważyliśmy, by "pigułki gwałtu" były w Polsce jakimś problemem - twierdzi wysoki rangą oficer z Komendy Głównej Policji. - Słyszeliśmy o kilku przypadkach, gdy podano je dziewczynom na dyskotekach. Ale nie złapaliśmy żadnego dilera, który by nimi handlował. Informacje o tych narkotykach w Polsce są przesadzone.

Innego zdania jest komisarz Daniel Dudek z Centralnego Biura Śledczego. - Policja marginalizuje problem, bo wiedza na temat tego rodzaju narkotyków jest wśród funkcjonariuszy zbyt mała - mówi. Dudek uważa, że psychoaktywne substancje syntetyczne, takie jak GHB, ketamina czy rohypnol, coraz częściej są używane w naszym kraju przez sprawców przestępstw seksualnych.

W ciągu ostatnich dwóch lat do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego dotarło kilka próbek napojów, w których pracownicy laboratorium wykryli GHB. - Nie można mówić, że nie ma problemu - protestuje komisarz Dudek. - Sprawcy nie zostają ujęci, bo ich ofiary po wypiciu drinków nie pamiętają dokładnie całego zdarzenia, nie ma też śladów psychoaktywnych substancji w ich organizmie. GHB (kwas gamma-hydromasłowy) ma słony, mydlany smak. Ale w drinku jest niewyczuwalny. Można go wykryć we krwi do czterech godzin po zażyciu. W moczu utrzymuje się nieco dłużej: 8-12 godzin. Ale to i tak zwykle za mało. Ofiary zgłaszają się na policję po kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu godzinach. Wtedy jest już za późno.

Jak działają "narkotyki gwałtu"? Jeden gram GHB powoduje stan podobny do odurzenia alkoholowego. Po większej dawce występują zaburzenia mowy i brak koordynacji ruchów. Ofiara traci przytomność. Cztery gramy mogą spowodować nawet śmierć. GHB jest bardzo tani. Jeden gram kosztuje na rynku ok. 15 zł. Ketamina w postaci cieczy lub białego proszku działa podobnie do GHB i równie szybko znika z organizmu. Trzecim modnym środkiem jest rohypnol. Wywołuje senność, zawroty głowy i luki w pamięci.

Daniel Dudek uważa, że zjawiska "narkotyków gwałtu" nie wolno lekceważyć, a w Polsce powinna być przeprowadzona kampania informująca o zagrożeniach ze strony tego typu środków. - Wiedza o ich istnieniu z pewnością zmniejszyłaby liczbę przestępstw dokonywanych przy ich udziale - mówi. - W Wielkiej Brytanii już od dawna produkowane są specjalne podstawki pod drinki. Gdy znajduje się w nich jakaś substancja psychoaktywna, podstawka zabarwia się na niebiesko. Taka ochrona powinna być stosowana także w naszych barach.

Skalę zagrożenia znają psychologowie z warszawskiego Centrum Praw Kobiet. Do ich telefonu zaufania średnio raz, dwa razy w miesiącu zgłaszają się kobiety zgwałcone po "pigułce nieświadomości". Mówią, że były pod wpływem jakiegoś narkotyku, bo niemożliwe, by straciły przytomność po niewielkiej ilości alkoholu. - Przychodzą do nas po pomoc, ponieważ same nie mogą poradzić sobie z tym problemem - mówi Katarzyna Miłoszewska z Centrum Praw Kobiet.

I tak by to zrobiła, tylko później

W Polskich dyskotekach "pigułki gwałtu" to gorący temat. Rozmowa o nich staje się okazją do niewybrednych żartów. A wielu młodych bywalców dyskotek uważa to za coś w rodzaju dodatku do dobrej zabawy.

O drugiej nad ranem w jednej z warszawskich dyskotek mało kto jest trzeźwy. Przy stoliku w kącie sali czterech młodych ludzi popija kolejne piwo. Wzmacniają je rozlewaną pod stołem wódką. Na hasło "pigułka gwałtu" wyraźnie się ożywiają. - Bomba środek - rzuca Jacek. Wiek około 22 lat, wysoki brunet. - Są faceci, którzy mają talent do podrywania kobiet. Znałem jednego takiego, który w ciągu dwóch godzin w obcym mieście znajdował laskę i potem robił z nią, co chciał. Nie każdy tak potrafi. Zazdrościłem mu. Taka pigułka rozwiązywałaby mi problem - rechocze. - Jak mam forsę i ochotę, to idę do agencji. Ale jak nie ma szmalu, to człowiek musi sobie jakoś radzić. Nie?

Jego kolega Zbyszek chętnie dzieli się swoim doświadczeniem. - Z dziewczynami jest tak: mało która pójdzie od razu. Człowiek musi się najpierw nieźle namęczyć, nagadać. A ja nie mam o czym z nimi gadać. Jak chcę, gadam z kumplami. Tak zwane porządne uważają, że dupy można dać dopiero za trzecim razem. Na takie traci się tylko niepotrzebnie czas i pieniądze. Potem jeden numer i do widzenia. Inwestycja się nie zwraca.

Gwałt? Jaki gwałt? Mężczyźni są zdziwieni. - I tak by to zrobiła, tyle że trochę później. Kiedy pytam, czy dosypali już którejś coś do drinka, gwałtownie zaprzeczają. - My? Skąd! Tak tylko sobie gadamy.

Cierpienie wciąż powraca

"Pigułki gwałtu" już kilka lat temu były znane w Stanach Zjednoczonych i Ameryce Południowej. - Ostrzegali mnie przed nimi koledzy - mówi Elwira, Kolumbijka, która studiuje w Polsce. - Kiedyś wrzucanie tego świństwa do drinków było u nas modne. Ale zagrożone były nawet te dziewczyny, które nie piły. Narkotyk dodawano im do ciastek.

Elwira jednak nie zna żadnej dziewczyny, która zostałaby w ten sposób zgwałcona. - Może po prostu nie chcą się do tego przyznać - zastanawia się. - Kiedy ja dowiedziałam się o ich istnieniu, straciłam poczucie bezpieczeństwa. Lubiłam chodzić na dyskoteki, więc zaczęłam bardzo uważać. Kiedy coś piłam, nigdy nie zostawiałam na stole pełnej szklanki. Zabierałam ją nawet do toalety.

Psycholog Katarzyna Miłoszewska twierdzi, że przed gwałtem po pigułce można się chronić. Każda dziewczyna powinna być podejrzliwa, ostrożna i znać zasady postępowania w sytuacjach zagrażających jej bezpieczeństwu. - Informacje na ten temat są w Polsce mniej rozpowszechnione niż środki, za pomocą których odurza się ofiary - mówi Miłoszewska.

Wbrew powszechnemu przekonaniu sprawcami takich gwałtów nie zawsze są przypadkowi podrywacze z klubu czy dyskoteki - zdemoralizowani mężczyźni, którzy oszustwem, podstępem obezwładniają swoje ofiary. To często koledzy, których znamy i spotykamy na co dzień. Nawet tak zwani przyzwoici ludzie - mężowie, ojcowie... Robią to, by się zabawić, poczuć "prawdziwym mężczyzną".

Wszystkie zgwałcone kobiety, które zgłaszają się do Katarzyny Miłoszewskiej, mają poczucie winy. Nie chcą opowiadać o tym, co je spotkało. Boją się potępienia i niechęci. Bo nikt nie lubi takich, które sypiają z kolegami z pracy. Często obwiniają siebie: "Może wypiłam za dużo?", "Jestem beznadziejna", "Zachowałam się prowokacyjnie?". Według Katarzyny Miłoszewskiej kobiety zgwałcone po podaniu środków odurzających cierpią tak samo jak te, które zostały zgwałcone przy pełnej świadomości: - Takie wydarzenia zapisywane są przez część mózgu, do której nie mamy dostępu i która żyje jakby własnym życiem, uruchamiając traumatyczne wspomnienia. Tak jakby to wszystko działo się jeszcze raz. Na nowo.

Co z Katarzyną zgwałconą w Amsterdamie? Coraz częściej chce być sama. Przesiaduje przy zgaszonych światłach. Obwinia się o to, co się stało. Beata, zgwałcona przez szefa, napisała podanie o zwolnienie. Ale na razie nie jest w stanie sama go zanieść. Nie potrafi stanąć twarzą w twarz ze swoim gwałcicielem.

Dorota Sajung

Tekst pochodzi z magazynu "Marie Clarie"