piątek 6 kwiecień 2007 10:08

Katarzyna Góraj, której wstrząsającą historię opisaliśmy we wczorajszym DZIENNIKU, zwolniona z pracy zaraz po poronieniu, nie stoi na szczęście na przegranej pozycji. Może przekonać sąd, że została z pracy wyrzucona na bruk tylko dlatego, że była w ciąży - potwierdzają prawnicy.
Katarzyna Góraj pierwsze starcie z pracodawcą, firmą Hewlett Packard Polska, przegrała. Sąd pracy uznał, że szefowie mieli prawo zwolnić ją w tym samym dniu, w którym wróciła ze zwolnienia lekarskiego po poronieniu. Pracowała bowiem, mając umowę na czas określony. Taką umowę można w każdej chwili zerwać, bez podawania przyczyn.

Katarzyna Góraj jednak nie może jeszcze mówić o przegranej i kolejne starcie ma wielkie szanse wygrać. Tak uważają prawnicy, z którymi wczoraj rozmawialiśmy. Sposób, w jaki potraktował ją pracodawca, jest tak bulwersujący, że nasi rozmówcy chcą ją wspierać w dalszej walce. Oprócz pomocy prawnej, jaką daje pani Katarzynie DZIENNIK, wczoraj swoje usługi zaoferowało Centrum Praw Kobiet, jej walkę poparło także Ministerstwo Pracy. "Takich spraw nie można puszczać płazem, bo wtedy wszyscy w taki sposób traktowaliby kobiety" - komentuje Grzegorz Wrona, prawnik departamentu ds. kobiet i rodziny oraz przeciwdziałania dyskryminacji. "Bardzo dobrze się stało, że DZIENNIK tak mocno zaakcentował tę sprawę" - dodaje.

W sytuacji podobnej, jak pani Katarzyna, są w Polsce tysiące kobiet: zwolnionych z pracy zaraz po powrocie z urlopu macierzyńskiego, nieprzyjętych do pracy ze strachu przed ciążą. "Zjawiska dyskryminacji nie da się podać w liczbach, tak jak nie da się policzyć kobiet mobbingowanych, czy molestowanych" - mówi Julia Kubisa, socjolog pracy z fundacji "Mama".

"Prawo dotyczące dyskryminacji jest w Polsce dobre" - przekonuje Grzegorz Wrona. Ochroną objęte są osoby, które kandydują do pracy i już pracują, a za dyskryminację uznaje się wszelkie niekorzystne zachowanie pracodawcy wobec pracownika ze względu na płeć, orientację seksualną, czy pochodzenie etniczne. Na tej podstawie można dochodzić odszkodowania".

"Jeśli pani Katarzyna złoży takie powództwo, problem będzie miał jej były pracodawca. To na nim spoczywa ciężar dowodu" - mówi Urszula Nowakowska, prawnik z Centrum Praw Kobiet.

Pani Katarzyna musi uprawdopodobnić swoje oskarżenie. Czyli wykazać, że pracodawca był zadowolony z jej pracy. "Jeśli ta pani pracowała nawet podczas zwolnienia chorobowego, to znaczy, że wydawała się swojemu szefowi niezastąpiona, to wystarczy do uprawdopodobnienia, że byli z niej zadowoleni" - uważa Nowakowska. "Przydałyby się jednak zeznania współpracowników, którzy poparliby to, co ona mówi" - dodaje.

Być może któryś z kolegów z firmy Hewlett Packard, gdzie pani Katarzyna pracowała, odważy się stanąć w jej obronie. W końcu jej historia porusza nawet obcych ludzi. "To nieludzkie. Wręcz kawał draństwa, jakbym był rzecznikiem, to bym w tej sprawie interweniował" - mówi prof. Andrzej Zoll, były Rzecznik Praw Obywatelskich.
 
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, Klara Klinger